1000radoscii3smutki

różne

Grypa:(

Wiem, cisza... ale niestety po kłopotach wątrobowych dopadła mnie grypa:( Junior znów przyniósł przeziębienie z przedszkola i tym razem nie ominęło i mnie. I tak do południa siedzę z rozgorączkowanym maluchem podczas gdy mnie samej kapie z nosa, dusi kaszel a ból głowy dobija na całego. Po południu zmieniam się z Seniorem od niańczy Juniora a ja chodzę na kurs. Na razie teoria ale szczerze ja chyba już jestem za stara do tych krzyżówek, znaków i innych dupereli . Pytania mnie przerażają, są po prostu głupio skonstruowane ale co ja będę pisać , kto ma prawo jazdy też to przeżył. Senior niby dobry kierowca, zdał za pierwszym razem na B, po 10 latach zdawał na C teraz też niby pracuje jako kierowca, choć nie drogowy, ale przeszedł różne szkolenia i co? Gorzej mu idzie w testach niż mnie.....ehhh polityka, przecież większość z tych pojęć w życiu nie przyda mi się podczas jazdy.Na kursie akurat jestem jedyną kobietą, ale to nie najgorsze.....jestem dinozaurem....tak, tak bo większość kursantów dopiero co dowód osobisty odebrało. Jak mi jeden powiedział "pani" to poczułam się jakbym już menopauzę przechodzić musiała. I tak sobie myślę, co ja tutaj robię? Jak to co ośmieszam się. A niech stracę, skoro już zaczęłam to trzeba skończyć no i w końcu czas na zmiany , najwyższy czas...

Podsumowania w tym tygodniu nie będzie ponieważ nie stosowałam diety, tzn. stosowałam ale raczej wątrobową, ten tydzień to już będzie dieta mieszana, postaram się stopniowo wprowadzać ziarna,surowe warzywa i obserwować jak reaguje moja wątroba. Oczywiście pilnuję się z jedzeniem bo nie chcę mieć znów wyrzutów sumienia , że się zapuściłam. Nie myślcie sobie, że odwlekam i szukam wymówek, ale inaczej naprawdę się nie da. Waga stoi w miejscu i staram się ją utrzymać, 83 kg...i będzie mniej jak się postaram. Na razie nie ćwiczę i nie jeżdżę na rowerze, po prostu choroba to wyklucza, ale na kurs chodzę pieszo a to spory kawałek, więc mam mimo wszystko trochę ruchu. Mam nadzieję, że znów zacznę publikować przepisy by pokazać, że jednak nie wcinam co popadnie. W weekend był piernik bez jaj  i jak tylko się ogarnę to obiecuję wstawić.

A jak u Was? Jak postępy??